swiatpodroznikow.pl
« Poprzedni blog | Następny blog »
Zgłoś nadużycie | Stwórz własnego bloga | Zaloguj
dejwidos

W kraju słońca

Chciałbym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami i przeżyciami jakie wiążą się z moim wyjazdem do Ameryki Południowej. Konkretnie do Peru.


Środa, 15-08-2012

W Nowym Świecie

Od kilku dni jestem już w Ameryce Południowej. Samej Limy nie znam jeszcze za dobrze, wiem tylko jak dojść z domu na uniwerek i mniej więcej co gdzie jest w okolicy. Jest to ogromne miasto, które zamieszkuje ponad 7 milionów ludzi, więc potrzebuje czasu, żeby je poznać.
Każdy jest pewnie ciekawy jak pierwsze wrażenia! Mam mieszane uczucia. Jedne rzeczy mnie zachwycają, inne dziwią lub frustrują, ale o tym będę pisał w miarę czasu i możliwości.
Do Limy doleciałem po godzinie 18:00 lokalnego czasu. Loty minęły mi dość szybko, choć podróż była męcząca. Ze Szczecina wyjechałem o 3:00 w nocy, wylot natomiast z Berlina do Amsterdamu był po godzinie dziewiątej. W Amsterdamie dosłownie przeszedłem przez lotnisko, dotarłem do odprawy granicznej, a następnie do bramki – wyjścia do samolotu do Limy. Bagaż zdałem wcześniej na lotnisku w Berlinie, więc nie musiałem się już o niego martwić. Sam check-in w liniach KLM był bajecznie prosty – polega to an tym, że podchodzi się do maszyny trochę przypominającej bankomat wkłada się paszport i na ekranie pojawiają się dane pasażera. Trzeba odpowiedzieć na kilka pytań związanych z bezpieczeństwem i bagażem, po czym wszystko zaakceptować i wydrukować bilet. Mi wydrukowały się od razu dwa, po czym nadałem wcześniej wspomniany już bagaż i przeszedłem przez odprawę. Wszystko było O.K. Pierwszy lot trwał ponad godzinę, drugi ponad dwanaście. Czas leciał w miarę szybko. Sam samolot w środku był ogromny. Do tej pory latałem tanimi liniami i nie miałem pojęcia jak to wygląda samolot i sam lot w dalekodystansowych liniach tradycyjnych. Każdy pasażer posiadał też swój telewizorek, na którym to można było oglądać, koncerty m.in. Shakiry czy Beyonce; seriale typu: Przyjaciele, Modern Family, Gotowe na wszystko czy Glee. Normalnie tak jak w telewizji były różne programy, dodatkowo gry i kursy językowe. Ja przerobiłem kurs włoskiego. Filmów nie oglądałem, bo nic ciekawego dla mnie nie było. Serwis na podkładzie był super! Co pół godziny załoga rozdawała napoje, również alkohol. Obok mnie siedział Peruwiańczyk, który pił w przesadnych ilościach i na koniec był tak pijany, że stewardessa musiała zapiąć mu pas bezpieczeństwa, bo w ogóle nie reagował na to co się do niego mówi. Był to jakiś biznesmen z tego co mówił, ale go nie przypominał. Dania główne były dwa tzn. dostaliśmy obiad i kolacje, a między czasie były też mniejsze przekąski i lody, także z samego samolotu wyszedłem najedzony. Do Peru dotarliśmy po 18:00 czyli po 1:00 w nocy polskiego czasu. Na lotnisku już w Limie, ustawiliśmy się w kolejce po wizę z drukami, które otrzymaliśmy jeszcze w samolocie. Niektórzy dostali wizę na 183 dni (np. ja) inni na 90. Nie wiem od czego to zależy – dziwne. Po odebraniu bagażu, była następna kontrola celna. Podchodziło się do przejścia wciskało guzik i jak na loterii, albo się przeszło albo nie i miało się dodatkową kontrolę. Przede mną przechodziła Monika, wcisnęła pojawił się zielony kolor co oznaczało, że może iść. Następnie ja podszedłem do przycisku, modląc się w myślach o to żeby był zielony kolor a nie czerwony i w tym momencie celnik spojrzał na mnie i powiedział, żebym tego nie wciskał i poszedł od razu za Moniką. Zdziwiłem się trochę a on szybciej szybkiej no to ja przeleciałem zadowolony, że już nie będą mnie kontrolowali. Na lotnisku też chodzili celnicy z psami i kontrolowali torby, ale chyba nic nie znaleźli, bo nie było żadnego zamieszania. Pieniędzy nie wymieniłem bo kurs był nie korzystny i dodatkowo pobierali 3% marży. Po wyjściu z lotniska, byliśmy atakowani przez ludzi na każdym kroku. Wszyscy po drodze do nas krzyczeli taxi, taxi… Biały człowiek równa się dla nich nadziany, a my nadziani nie jesteśmy… na lotnisku taksówki były droższe więc, chłopacy którzy po nas przyjechali (Ekwadorczyk i Kanaryjczyk) zabrali nas poza jego obszar, gdzie stali po prostu ludzie ze swoimi samochodami i mówili, że są taksówkarzami. Tym sposobem samochodem jednego z nich opuściliśmy strefę lotniska i dostaliśmy się do Limy…
dejwidos | 01:51
komentarzy: 0

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował.

Dodaj komentarz

Aby skomentować musisz się najpierw zalogować

Starszy wpis

Strona główna

Nowszy wpis

Śledź ten blog
dejwidos

Mój profil główny